niedziela, 12 lutego 2017

Prolog

Śmiech mojego przyjaciela nadal rozbrzmiewał w moich uszach. Na dłoniach nadal czułam dotyk szorstkiej liny. Oczyma wyobraźnia nadal byłam wolna. Potem śmiech zastąpił krzyk. Powietrze zastąpiła woda. A ja mogłam się tylko poddać z wolna opadając w niekończącą się przepaść. Nie czułam strachu ani bólu. Słyszałam wrzeszczących ludzi i dotyk na mojej skórze. Czułam, że jedziemy, a później nie było nic.

Było ciemno. Podążałam po odmętach występujących tylko w najgorszych koszmarach. Chciałam stamtąd uciec, ale nigdzie nie było drogi ucieczki. Nie oddychałam. Chciałam coś powiedzieć, ale z moich ust wydostał się tylko szept. Cichy głos, który zniknął po chwili zabierając mnie ze sobą.

Widziałam pięcioletnią dziewczynką huśtającą się razem ze swym ojcem na małej huśtawce. W następnej chwili została sama. Jej tata, jedyna osoba przy której czuła się bezpieczna zniknęła. Śmiała się jakby tego nie zauważając. Ja patrzyłam nie mogąc się poruszyć. Chciałam krzyknąć, ostrzec, lecz nie mogłam się wydusić z siebie głosu. Dziewczynka zniknęła wraz z wizją, a ja zostałam znowu sama. Sama. Bez nikogo. Chciałam to przerwać. Nie miałam na tyle siły.

-Co z nią? - głos jakby wyrwał się odmętów mojej świadomości. Zaskoczona chciałam coś powiedzieć. Tym razem z moich ust nie wydostał się nawet szept. - Kiedy się obudzi? To już trwa zdecydowanie za długo! - poczułam, że tracę kontakt. Wsysała mnie ciemność, której nie chciałam się poddać. Jeszcze nie teraz. Usłyszałam kolejny głos. Czy był zaniepokojony? A może tylko smutny lub zmęczony? Usłyszałam cichy płacz, a po chwili znów nie było nic. (...)

Byłam w innym świecie. W świecie w którym królowała ciemność. Ciemność i nic po za tym. Czasem słyszałam głosy. Lecz nie był to głosy z tego świata. Głosy rodziców, głosy lekarzy, aż w końcu głos mojego przyjaciela. Chciałam im odpowiedzieć. Nie mogłam. Czasem miałam różne wizje. Wizje przeszłości. Wizje teraźniejszości. Tęskniłam i chciałam wrócić. Raz zobaczyłam twarz, była mała i chłopięca, zaczęły się na niej pojawiać pierwsze krosty. Później ta sama. Tylko zapłakana z rozmazanym tortem na twarzy. Tak się poznaliśmy. Ja i Nick. Tak bardzo chciałam do niego wrócić.

Pałętałam się po tym świecie, świecie własnych myśli i strachów, który po jakimś czasie przestał być dla mnie taki straszny. Wizje ukochanych przeze mnie osób utwierdzały mnie w przekonaniu, że mam do kogo wracać.

Parę odcinków niezmąconej ciemności później przypomniał mi się dzień. Dzień w którym stało się to wszystko. Kuchnia. Ja, mama i tata. Moi ukochani rodzice. Kłóciłam się z nimi o coś, gdy w drzwiach pojawił się Nick. Miał w dłoniach tort. Natychmiast na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zasiedliśmy razem do stołu i świętowaliśmy ten wyjątkowy dzień moich urodzin. Następnie wyszliśmy na dwór. Nasze nogi ruszyły w kierunku rzeki. Tam gdzie spędziłam całe swoje dzieciństwo, tam gdzie uczyłam się pływać. Takie szczęśliwe miejsce, a taka wielka tragedia.

Gdy następnym razem dane mi było usłyszeć głosy jedynym dźwiękiem był odgłosu samochodu szybko sunącego przez autostradę. Czułam, że coś się dzieje. Że coś się zmienia, ale nie wiedziałam co. Głosy zaczęły pojawiać się coraz częściej.

Gdy mogłoby się wydawać, że wszystko było w porządku, że taka musi być kolej rzeczy. Coś zaczęło się zmieniać. Właśnie byłam w trakcie wizji w której ja i Nick rzucaliśmy się śniegiem i w pewnym momencie nasze twarze znalazły się zbyt blisko siebie, gdy nagle.. Widziałam chłopaka, lecz nie był to mój przyjaciel. Siedział w ciemnym pomieszczeniu. Czułam jego strach i słyszałam obrazy krzyczane w jego kierunku. Za nim pojawił się cień. Cień, który samą swoją obecnością doprowadzał do koszmarów. Usłyszałam krzyk i cofnęłam się w ciemność.

Długo nic się nie działo. Żadnych wizji. Żadnych głosów. Pustka. Chwilę potrwało zanim mogłam w głowie sklecić poprawne zdanie. Zaczęłam rozmyślać o tym co się stało i jak bardzo było to dziwne. Po jakimś czasie mój umysł o tym zapomniał. Zepchnęłam to do granic podświadomości uważając za dziwny sen albo pomyłkę. Tyle, że tutaj nie ma snów. A pomyłki zdarzają się bardzo rzadko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz