Siedziałam w ciemnościach, próbując zobaczyć moje stopy. Po chwili, gdy wpatrywanie się w nicość nie odniosło żadnych skutków, machnęłam ręką tam gdzie powinny się znajdować. Poczułam w dłoniach sznurówki moich starych tenisówek i nawlokłam je na palec. Byłam w szoku, gdy jakiś czas temu udało mi się to po raz pierwszy. W końcu czułam coś innego niż strach. Zastanawiałam się wtedy gdzie jestem i czy kiedykolwiek się stąd wydostanę. Odkrycie, że jednak jestem materialna, że mogę się dotknąć dało mi na to nadzieję. Posunęłam rękę wyżej i wymacałam kieszenie moich dżinsów. Następnie natrafiłam na śliski nadruk na mojej koszulce. The Blogger One. Zespół, który jeszcze niedawno miał dla mnie, tak wielkie znaczenie. Podniosłam stopę i uderzyłam nią o twardą posadzkę. I jeszcze raz. I kolejny. Byle to uczucie gruntu pode mną nie zanikło. Spuściłam ręce wzdłuż ciała i natknęłam się na coś twardego. Coś na czym siedziałam. Znów usłyszałam głosy. Poczułam nagłe szarpnięcie pod głową. Podskoczyłam przestraszona. Nakazałam sobie zachować spokój. Od jakiegoś czasu czułam coraz więcej. To chyba dobrze. Postanowiłam wstać. Przynajmniej spróbować. Wiedziałam, że dawna ja by się nie poddała. Dawna ja lubiła nieznane. Może wcale tak wiele się nie zmieniło. Lecz coś mnie powstrzymywało. Strach? Może. Zaraz. Przecież ja się nie boję. No już. Oparłam się o dłońmi o zimne podłoże i powoli dźwignęłam się ku górze. Stoję. Nie wiem czego oczekiwałam. Może, że nagle zapali się światło a ja znajdę się w swoim pokoju? Nagle coś błysnęło, a ja upadłam na tyłek próbując ratować się rękami. W tle usłyszałam przyjemnie brzmiący, lecz w tych okolicznościach przerażający mnie śmiech.
- Jest tu ktoś? - zapytałam jednocześnie sprawdzając, czy nadal jestem w jednym kawałku. - To nie jest zabawne. - powiedziałam, dziwnie wysoko intonując swój głos. - Odezwij się. Albo.. - nie. Dosyć. Stop. Nikogo tu nie ma. Komu ja będę grozić? Nagle znowu rozbrzmiał ten melodyjnie straszny śmiech.
- Nie. Dobra. To już nie jest zabawne. Haha. Nie wiedziałam, że jestem tak śmieszna? Tobie nigdy nie zdarzyło się wywrócić?-krzyknęłam w ciemność. Następnie poczułam jak ktoś uderza mnie w głowę. Zaraz. To byłam ja, karząc się za gadanie do samej siebie. Dobra. Teraz zaczęłam się bać na poważnie. Gdzie ja jestem? Zadałam to pytanie po raz tysięczny.
- W drodze do lepszego życia kochanie. - usłyszałam jego głos,jednocześnie zapadając w ciemność. Nie wiedziałam, czy spowodowało to zmęczenie, czy strach. - 1 etap powrotu właśnie się rozpoczyna. Buona fortuna, Julio. Buona fortuna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz